Miłuj bliźniego swego…
Te słowa wpajano mi od dzieciństwa. A na pytanie „Kto jest moim bliźnim?” – mówiono : „Każdy człowiek niezależnie od tego kim jest i jaki jest”.
Kiedy pytałem „Co to oznacza „MIŁOWAĆ”?” – mówiono : „Oznacza to obdarzać innego człowieka szacunkiem, pomagać mu w potrzebie, być wobec niego tolerancyjnym”
„No, a jak ten bliźni – pytałem dalej – jest innej wiary ?”. Mówiono mi wtedy : „On też jest twoim bliźnim”
Tak mnie uczono w domu, tak mnie uczono na lekcjach religii. I nie znam nikogo kto by tym słowom zaprzeczał.
Dopiero gdy zacząłem bliżej przyglądać się światu to przekonałem się, że to czego uczono mnie o miłości bliźniego to bujda na resorach. Bo nie wiem jak by człowiek wytężał wszystkie swoje zmysły miłości bliźniego za żadne skarby w praktyce nie uświadczysz.
MIŁUJEMY BLIŹNIEGO SWEGO jeżeli możemy za pomocą bliźniego odnieść korzyści, coś załatwić, zarobić, awansować, wrolować go lub w coś wrobić, na którego możemy zwalić nasze winy i błędy.
MIŁUJEMY BLIŹNIEGO SWEGO jeżeli jest bogaty i możemy z tego bogactwa coś skubnąć, jeżeli możemy wykorzystać jego wpływy i sławę, i chwałę, jeżeli możemy pochwalić się jego znajomością.
MIŁUJEMY BLIŹNIEGO SWEGO gdy jest na stanowisku od którego zależny nasza praca i płaca, gdy piastuje wysokie stanowisko lub odgrywa ważną rolę w społeczeństwie.
MIŁUJEMY BLIŹNIEGO SWEGO gdy ma takie samo zdanie jak my, takie same poglądy oraz sympatie społeczne i polityczne, jest członkiem partii do której my należymy.
MIŁUJEMY BLIŹNIEGO SWEGO który nie potrzebuje od nas pomocy lub wsparcia, niczego od nas nie oczekuje, niczego od nas nie chce.
MIŁUJEMY BLIŹNIEGO SWEGO jeżeli ten bliźni chwali nas, podziwia nas, hołubi i adoruje
MIŁUJEMY BLIŹNIEGO SWEGO który jest naszej narodowości i naszej wiary.
MIŁUJEMY BLIŹNIEGO SWEGO którym jesteśmy my sami.
Te gorzkie refleksje naszły mnie gdy przeczytałem w jednym z felietonów, że jeden intelektualista w Płocku na spotkaniu krytykował Papieża Franciszka za jego słowa wypowiedziane w sprawie uchodźców.
Ciekawa sprawa: kiedy po upadku komunizmu ruszyliśmy na zachód „za chlebem” byliśmy oburzeni, że na zachodzie nas nie chcą.
Każdy ma prawo do swoich poglądów w sprawie emigrantów z Syrii. Zastanawia mnie jednak dwulicowość postaw. Z jednej strony głosimy „Miłuj bliźniego swego”, a z drugiej strony byśmy bliźniego utopili w łyżce wody i z przyjemnością byśmy patrzyli jak się topi. A przecież emigranci to też nasi bliźni, chyba, ze jestem w błędzie.
Andrzej Szymkiewicz
PS. Już po napisaniu tego artkułu przeczytałem tekst o wypowiedzi Biskupa Piotra Libery {gostynin24} i komentarz „itd.” I gdzie tu MIŁOŚĆ BLIŹNIEGO. Ale ktoś zaproponował, by księża przyjmowali emigrantów do swoich domów.
Podobało Ci się? Udostępnij!






