Pedofilia w kościele: znany był w całej Polsce przypadek księdza spod Gostynina
Sprawa pedofilii w wśród księży Kościoła Katolickiego to w ostatnim czasie temat numer jeden w mediach internetowych i telewizji. Wszystko to za sprawą sobotniej publikacji filmu braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu”, mówiącemu o pedofilii wśród księży.
W tydzień film braci Sekielskich "Tylko nie mów nikomu" o pedofilii wśród duchownych wyświetlono ponad 17 milionów razy. Mówią o nim wszyscy – politycy, gwiazdy, hierarchowie kościelni. Wiele jest rozmów na temat pedofilii wśród księży a Sejm przyjął ustawę, zaostrzającą kary za pedofilię.
Ksiądz spod Gostynina dopuszczał się pedofilii w czasie posługi pod Warszawą?
Już od wielu lat w internecie dostępna jest mapa kościelnej pedofilii i przemocy seksualnej w Polsce. To zbiór informacji opublikowanych wcześniej w lokalnych i ogólnopolskich mediach. Na mapie oznaczani są sprawcy i podejrzani, ale przede wszystkim ich ofiary (stanowiące znacznie większą grupę), bo to krzywda dzieci i skrzywdzonych w dzieciństwie dorosłych leży w centrum naszych zainteresowań. Zgłoszenia analizuje i przyjmuje Fundacja „Nie Lękajcie Się”.
W Gostyninie i najbliższej okolicy zgłoszeń pedofilii na mapie nie ma. Jednak w 2006 roku, w całej Polsce szeroko opisywany był przypadek księdza, pochodzącego spod Gostynina. Całe zło miało się zdarzyć pod koniec lat 60. XX wieku, w czasie, gdy pochodzący spod Gostynina ksiądz pełnił posługę wikariusza w Zakroczymiu pod Nowym Dworem Mazowieckim. Po ujawnieniu skandalu do Kurii w Płocku, ksiądz zniknąć miał z tamtejszej parafii z dnia na dzień, bez oficjalnego pożegnania. Duchowny pod koniec swojego życia latach 90. i początku XX wieku pełnił posługę w rodzinnych stronach, m.in.: w parafiach w Sokołowie koło Gostynina i w jednej z parafii w Gostyninie. Ksiądz zmarł 13 lat temu a po niewielkim czasie po śmierci, czyn pedofilii nagłośniła jego ofiara. Opis sytuacji znaleźć można na jednej z lokalnych stron internetowych miejscowości Zakroczym w obecnym powiecie nowodworskim.
Wszystko miało dziać się w sklepie, w publicznym miejscu
„- Dużo ludzi, zmęczony jestem, ksiądz musi usiąść powiedział jakby do siebie... i usiadł na rogu krzesła, rozkraczając nogi przykryte sutanną. no chodź tu ... bo cię ludziska zagniotą... co taki nieśmiały... księdza się wstydzisz ?... pewnie coś przeskrobałeś?.
Ale fajny ksiądz... pomyślałem.
Rozkraczony, przyciągnął mnie do siebie tak, że moja noga dotykała jego krocza.
Przyjdź na zebranie ministrantów. Jestem innym, dobrym Wikarym i lubię pracować z młodymi ludźmi pełnych życia. Nie usłyszałem, co mówił dalej, bo stojąc pomiędzy jego nogami i dociśnięty do jego krocza, poczułem, że coś zaczęło uwierać mnie w nogę.
Czy to możliwe, co czuję?. Nie to nie możliwe. To musi być krawędź krzesła.
Spojrzałem na jego kolana. Ale przecież, on siedzi na krawędzi. To nie krzesło to jego "członek"! Co ja wydziwiam. To nie możliwe. Czułem jak robię się czerwony na twarzy. Chciałem się wyrwać uciekać ale nie mogłem bo ksiądz ściskał mnie swoimi kolanami i kurczowo za rękę. Nie będę przecież krzyczał. Co za wstyd!. Co ludzie powiedzą, pomyślałem.
Mówił do mnie ocierając się o moją nogę. A ja stałem nie mogąc się ruszyć. Wiedziałem, że jestem czerwony "jak burak" ksiądz mówił coś do mnie ale ja nie słyszałem co. Myślałem tylko o tym czy jest to możliwe. Co się dzieje!. Przecież to ksiądz... co ja wymyślam?. Głupi jestem czy co ?. Jak ja mogę myśleć takie rzeczy o księdzu.
Po kilku minutach ksiądz uwolnił mnie z uścisku jego kolan wstał z krzesła, uśmiechnął się i powiedział; ksiądz nie będzie cię już zamęczał... przyjdź na zebranie z ministrantami to zapoznamy się bliżej.
Wyszedłem ze sklepu cały spocony i z wielką tremą. Nie mogłem uwierzyć temu, o czym myślałem. Co ja wydziwiam?. Zwariowałem zupełnie. Przecież to ksiądz. Starałem się zmienić moje myśli.
A to dopiero wszyscy ministranci będą mi zazdrościć. Zanim oni go poznają, ja już mogę zwracać się do "nowego" księdza po imieniu.
I to się przecież liczy najbardziej.
Ale ludzie w sklepie patrzyli. Ksiądz tak jak by mnie znał od lat. Ja to dopiero mam szczęście do ludzi... pomyślałem”.
- „W moim przypadku był to jednorazowy występek, ale rozmawiałem z kolegami ministrantami i oni mieli podobne przeżycia. To trwało trzy miesiące. Ksiądz (...) zrobił mi to w trakcie wyjazdu na mecz. Ja, podobnie jak wielu innych chłopaków, leżałem pod kocem. On znalazł ręką mój rozporek i zaczął mnie masturbować. Tam było tyle ludzi, nie mogłem wstać, nie mogłem krzyknąć, byłem sparaliżowany.”- czytamy fragment wywiadu z Wincentego Szymańskiego na stronie „Mapy kościelnej pedofilii i przemocy seksualnej w Polsce”.
Biskup przeprosił w 2018 roku po liście Papieża Franciszka
Wincenty Szymański jest założycielem i prezesem Ruchu Ofiar Księży z siedzibą w Toronto - organizacji niosącej pomoc ofiarom księży-pedofilów w Polsce i zagranicą.
Pokrzywdzony powiadomił o molestowaniu w liście do biskupa płockiego Stanisława Wielgusa opublikowanym też w internecie. Oskarżył w nim także dwóch innych księży i władze diecezji płockiej, że pomimo wiedzy o popełnionych przestępstwach nie powiadomili prokuratury, a zadbali jedynie o interesy Kościoła.
Na przeproszenie krzywd czekać trzeba było wiele lat. 17 września 2018 roku podczas konferencji prasowej w Opactwie Pobenedyktyńskim w Płocku Biskup Płocki Piotr Libera przeprosił za krzywdy, wyrządzone przez księży swoim ofiarom:
- Przepraszam za łzy i cierpienia spowodowane przez księży, którzy sprzeniewierzyli się swemu powołaniu. Będę nadal z determinacją stawał po stronie ofiar tego rodzaju przestępstw – deklarował Biskup Piotr Libera podczas konferencji prasowej w Opactwie Pobenedyktyńskim w Płocku.
Konferencja zorganizowana została po opublikowanym 18 sierpnia 2018 r. liście od Papieża Franciszka pt.:„List do Ludu Bożego” w związku z przypadkami pedofilii w Kościele Katolickim. Podczas tej samej konferencji ks. bp Mirosław Milewski, biskup pomocniczy diecezji płockiej, a uprzednio kanclerz Kurii Diecezjalnej w Płocku poinformował, że sprawy zgłaszały ofiary, ich rodziny lub księża. – Jeśli chodzi o wyroki, to niezależnie od tego, czy sprawa była w sądzie cywilnym umorzona, to sądy kościelne procedowały każdy przypadek i wydawały wyroki. W omawianym okresie zostało poszkodowanych 16 ofiar, w tym 3 ofiary poniżej 15 roku życia.
Z każdą osobą byliśmy w kontakcie i oferowaliśmy wszelką pomoc – zapewnił bp Milewski. Dodał też, że nie ma jasnych informacji, co działo się przed 31 maja 2007 r., czyli przed objęciem władzy w diecezji przez bp. Liberę.
Podobało Ci się? Udostępnij!


