Susza na Mazowszu. Rolnicy martwią się o tegoroczne zbiory
Maj i czerwiec kojarzy się każdemu ze słońcem i wysokimi temperaturami. Jednak panująca od kilku tygodni iście letnia pogoda dała już w kość wielu mieszkańcom Mazowsza.
- W telewizji zapowiadają piękną pogodę i ludzie z miasta się cieszą. Ale dla nas to dramat, my na wsi coraz niecierpliwiej czekamy na deszcz – żali się mieszkanka gminy Sanniki.
- Susza się pogłębia od trzech lat - mówi Lech Dąbrowski, Przewodniczący Rady Powiatu Płockiego. - Drzewa owocowe w sadzie bardzo ucierpiały dwa lata temu, potem się trochę zregenerowały, ale ostatnia zima była bez śniegu, teraz nie ma deszczów i praktycznie całe trzy hektary sadu mam do wymiany.- mówi.
Podobnego zdania są rolnicy z okolic Plocka, którzy zgodnie mówią, ze bez opadów ich tegoroczne uprawy uschną.
- Tam, gdzie trochę popadało ostatnio, jest odrobinę lepiej - mówi dalej Dąbrowski. - Zboża ozime, jeśli dobrze się ukorzeniły przez zimę, poradzą sobie. Jare, jak dostaną w miarę szybko wody, odżyją. Najgorzej jest z uprawami wieloletnimi, właśnie takimi jak drzewa owocowe. Ziemia jest bardzo spragniona deszczu, ale musiałby lać przez kilka dni bez przerwy, żeby nadrobić niedobory.
W związku z suszą w wielu gminach wprowadzono nakaz oszczędzania wody. Mieszkańcom nie wolno podlewać trawy oraz ogródków.
Sytuacja wydaje się tragiczna, w wiejskich studniach, które od lat służyły wielu rolnikom za źródło życiodajnego płynu widać dno, z problemem borykają się również wodociągi.
Każdy wie, że żyć bez wody się nie da. Ci sprytniejsi do podlewania upraw korzystają z ujęć wody, które wywiercili wcześniej na swoich polach. Jest to niestety drogi wydatek i większość osób na takie rzeczy nie stać.
- Tej wody strasznie dużo potrzeba - przyznają w okolicach Sannik. - Młodzi pozasypywali stare studnie, bo przecież jest wodociąg, a teraz kopią je na nowo. Ale to też mało daje. A w gospodarstwach są przecież świnie, krowy, drób - jak mają przeżyć zwierzęta? - pytają rolnicy.
Za zaistniałą sytuację Dąbrowski obwinia Orlen. Jego zdaniem dymy i gazy z koncernu „odpędzają” znad okolic Płocka deszczowe chmury.
Jako rozwiązanie problemu schnących upraw widzi zbudowanie systemu zbiorników retencyjnych i nawadniania pól i upraw z funduszy pozyskanych ze środków unijnych. Będzie dążył do tego, by na lipcowej sesji powiatowej radni wystosowali petycję do Urzędu Wojewódzkiego z prośbą o wykonanie w/w zadania.
Podobało Ci się? Udostępnij!