Drugie miejsce Kasi Pakulskiej pomimo upadku w Kozienicach
W miniony weekend odbyła się kolejna edycja Lotto Poland Bike Marathon w Kozienicach. Od początku w tym cyklu mam pecha: zerwany łańcuch, wypadek na trasie, kolejna awaria, forma nietrafiona w dany dzień, na każdym etapie zawsze coś, co skutkowało spadkiem do dalszego sektora. Trasa Max liczyła 70 km. I choć płaska, łatwa technicznie i szybka, dała w kość.
Cały dystans to jazda na tzw. "zapalenie płuc", bez chwil wytchnienia. Do tego wszechobecny piasek mimo wcześniejszych opadów. Wiedziałam, że może tu być ciężko o dobry wynik, bo sama pogoń kosztuje dużo energii. Na starcie wystrzeliłam wraz z kolegą i to my po zmianach odskoczyliśmy od grupy.
Zaraz na początku, na asfaltowym zakręcie pokrytym cienką warstwą piasku i drobnych kamieni, kolega przewrócił się, a ja niestety na niego. Grupa odjechała. Na szczęście błyskawicznie podniosłam się z tego i ruszyłam za uciekinierami. Taki wypadek niby nic groźnego, a mocno wybija z rytmu i meczy, więc pierwsze 30 km cierpiałam, choć udało się szybko dojść do grupy.
Trasa długa i niesamowicie szybka. To była walka nie tylko z rywalkami i z trasą, ale w moim przypadku też z samą sobą. Mocno zaciskałam zęby, ostatnie 10 km to już jazda "bez paliwa", ale udało się. Po 2h i 35 min dojechałam do mety z drugim czasem w Open Kobiet, wygrywając tym samym kategorię wiekową.
Dobrym wynikiem awansowałam do lepszego sektora i kolejne starty powinni być już dla mnie mniej bolesne. Już w sobotę kolejny wyścig Lotto Poland Bike w odległym Urszulinie k. Włodawy.
Obejrzyj zdjęcia
Podobało Ci się? Udostępnij!