1500 odsłon Informacje 17 kwietnia 2016, 19:00,

Kasia Pakulska: doping daje mi „kopa”


Udostępnij na Fb. To zainteresuje Twoich znajomych


Prezentujemy wywiad z Kasią Pakulską, która podsumowała swoje przygotowania oraz pełna optymizmu rusza na trasy wyścigów kolarskich w sezonie 2016.



1. Za Tobą inauguracja dziewiątego sezonu wyścigowego, który niestety nie wypadł udanie. Co poszło nie tak w Otwocku, podczas pierwszego Twojego wyścigu z cyklu Lotto Poland Bike Marathon?

Faktycznie nie poszło tak, jak bym sobie tego życzyła. Choć właściwie nie powinnam być zaskoczona bo od kilku sezonów zawsze ten pierwszy start był dla mnie pechowy. Raz mniej, raz bardziej, ale miałam nadzieje, że w tym roku będzie inaczej. Wszystko poszło jak trzeba. Zaatakowałam wraz z moją nową koleżanką z drużyny od samego startu i powiększałyśmy przewagę. Czułam się naprawdę dobrze do 23 kilometra, na którym urwałam łańcuch. Już 15 minut straciłam, zanim odnalazłam go gdzieś w krzakach i traciłam kolejny czas na założenie go z pomocą kolegi, który się zatrzymał. Chciałam chociaż dokończyć wyścig, zatem ruszyłam w pogoń i po 2 km zawodnik na zjeździe wjechał mi w koło i oboje wylądowaliśmy dosłownie na drzewie. Skończyło się na szczęście tylko na kilku siniakach, obrzękach, ale wyścig spisany na straty.

2. Opowiedz, jak wyglądały przygotowania do sezonu, to znaczy gdzie i jak się przygotowywałaś i czy były to indywidualne przygotowania, czy także nakierowane przez Twój zespół - TRW Cloudware Team?

Głównie były to przygotowania indywidualne, treningi dopasowane pode mnie, na podstawie moich badań wydolnościowych i przygotowane przez mojego trenera. Plany treningowe zaczęłam realizować już w listopadzie i były tak ułożone, aby nie było w nich monotonii, powtarzania w kółko tego samego. Dużo czasu spędzałam na siłowni, sporo biegałam, wykonywałam ćwiczenia stabilizacyjne i ogólnorozwojowe i oczywiście jeździłam na rowerze. Początkowo były to spokojne treningi wprowadzające, a z biegiem czasu wzrastała ich intensywność. Kilka razy udało się również pojeździć na nartach biegowych, gdyż jest to doskonały trening uzupełniający, podczas którego pracują podobne partie mięśni jak na rowerze. Natomiast taką wisienką na torcie podczas przygotowań było zgrupowanie w Hiszpanii w połowie marca, które solidnie przepracowałam.

3. Właśnie zainaugurowałaś dziewiąty sezon startów w wyścigach kolarskich, czy sprawa Ci to nadal frajdę i jest pasją? Skąd bierzesz motywację do kolejnych startów?

Gdyby nie sprawiało mi to frajdy, dawno już sprzedałabym rowery :) Oczywiście, każdy trening, każdy wyścig to dla mnie ogromna przyjemność. Uwielbiam aktywność fizyczną, kocham rywalizację i adrenalinę, która temu towarzyszy. Choć kolarstwo dla mnie to nie tylko rower. To też ludzie, z którymi dziele wspólną pasję i którzy najbardziej mnie rozumieją. Co rusz nowe znajomości, dużo śmiechu, zabawy, to jest właśnie dla mnie motywacją. W okresie zimowym tego mi właśnie brakuje. Natomiast teraz, w sezonie, po każdym wyścigu nie mogę doczekać się kolejnego weekendu startowego, na którym spotkam się ze wszystkimi. Kolarze to naprawdę fajni ludzie. Otwarci, 1. Za Tobą inauguracja dziewiątego sezonu wyścigowego, który niestety nie wypadł udanie. Co poszło nie tak w Otwocku, podczas pierwszego Twojego wyścigu z cyklu Lotto Poland Bike Marathon?

Faktycznie nie poszło tak, jak bym sobie tego życzyła. Choć właściwie nie powinnam być zaskoczona bo od kilku sezonów zawsze ten pierwszy start był dla mnie pechowy. Raz mniej, raz bardziej, ale miałam nadzieje, że w tym roku będzie inaczej. Wszystko poszło jak trzeba. Zaatakowałam wraz z moją nową koleżanką z drużyny od samego startu i powiększałyśmy przewagę. Czułam się naprawdę dobrze do 23 kilometra, na którym urwałam łańcuch. Już 15 minut straciłam, zanim odnalazłam go gdzieś w krzakach i traciłam kolejny czas na założenie go z pomocą kolegi, który się zatrzymał. Chciałam chociaż dokończyć wyścig, zatem ruszyłam w pogoń i po 2 km zawodnik na zjeździe wjechał mi w koło i oboje wylądowaliśmy dosłownie na drzewie. Skończyło się na szczęście tylko na kilku siniakach, obrzękach, ale wyścig spisany na straty.

4. Opowiedz, jak wyglądały przygotowania do sezonu, to znaczy gdzie i jak się przygotowywałaś i czy były to indywidualne przygotowania, czy także nakierowane przez Twój zespół - TRW Cloudware Team?

Głównie były to przygotowania indywidualne, treningi dopasowane pode mnie, na podstawie moich badań wydolnościowych i przygotowane przez mojego trenera. Plany treningowe zaczęłam realizować już w listopadzie i były tak ułożone, aby nie było w nich monotonii, powtarzania w kółko tego samego. Dużo czasu spędzałam na siłowni, sporo biegałam, wykonywałam ćwiczenia stabilizacyjne i ogólnorozwojowe i oczywiście jeździłam na rowerze. Początkowo były to spokojne treningi wprowadzające, a z biegiem czasu wzrastała ich intensywność. Kilka razy udało się również pojeździć na nartach biegowych, gdyż jest to doskonały trening uzupełniający, podczas którego pracują podobne partie mięśni jak na rowerze. Natomiast taką wisienką na torcie podczas przygotowań było zgrupowanie w Hiszpanii w połowie marca, które solidnie przepracowałam.

5. Właśnie zainaugurowałaś dziewiąty sezon startów w wyścigach kolarskich, czy sprawa Ci to nadal frajdę i jest pasją? Skąd bierzesz motywację do kolejnych startów?

Gdyby nie sprawiało mi to frajdy, dawno już sprzedałabym rowery :) Oczywiście, każdy trening, każdy wyścig to dla mnie ogromna przyjemność. Uwielbiam aktywność fizyczną, kocham rywalizację i adrenalinę, która temu towarzyszy. Choć kolarstwo dla mnie to nie tylko rower. To też ludzie, z którymi dziele wspólną pasję i którzy najbardziej mnie rozumieją. Co rusz nowe znajomości, dużo śmiechu, zabawy, to jest właśnie dla mnie motywacją. W okresie zimowym tego mi właśnie brakuje. Natomiast teraz, w sezonie, po każdym wyścigu nie mogę doczekać się kolejnego weekendu startowego, na którym spotkam się ze wszystkimi. Kolarze to naprawdę fajni ludzie. Otwarci, 1. Za Tobą inauguracja dziewiątego sezonu wyścigowego, który niestety nie wypadł udanie. Co poszło nie tak w Otwocku, podczas pierwszego Twojego wyścigu z cyklu Lotto Poland Bike Marathon?

z poczuciem humoru, czasem specyficznym i czasami zdarzają się wyjątki, ale na ogół to życzliwi ludzie ;)z poczuciem humoru, czasem specyficznym i czasami zdarzają się wyjątki, ale na ogół to życzliwi ludzie ;)

6. Jak wygląda przygotowanie roweru do wyścigu? W ostatnim czasie udało Ci się pozyskać sponsora z Gostynina, który pomógł w kupnie nowego roweru o rozmiarze 29. Jaki ma to wpływ na jazdę?

Tak, firma Ada-Light jako jedyna wyciągnęła do mnie pomocną dłoń, za co jestem bardzo wdzięczna i za co wielokrotnie dziękowałam i pewnie jeszcze nie raz będę dziękować, bo i jest za co. Bezinteresowność to w dzisiejszych czasach rzadka przypadłość. A czy nowy rower na kołach 29-calowym wpływa na jazdę? Większa szybkość przy mniejszym wydatku energetycznym, stabilność i większy komfort jazdy, szczególnie na zjazdach a to za sprawą szerszej kierownicy przy tego typu rowerach i mogłabym tak wymieniać zalety. W każdym razie, na razie są same pozytywy. Co do samego przygotowania roweru do wyścigu, to nie ma co na niego dmuchać i chuchać zbyt mocno. Wystarczą podstawowe czynności jak sprawdzanie regulacji przerzutek i hamulców, dokręcenie paru śrubek, dobranie odpowiedniego ciśnienia w oponach przy wcześniejszym zapoznaniu się z podłożem i charakterystyką trasy, zamontowanie torby podsiodłowej z narzędziami, nasmarowanie łańcucha i przypięcie numerku startowego. O ile oczywiście na bieżąco kontrolujemy stan roweru, np. zalewanie opon mleczkiem raz na 2-3 miesiące (przy oponach bezdętkowych).

7. W ubiegłym sezonie bez wątpienia najważniejszym Twoim osiągnięciem były dwa brązowe medale Mistrzostw Polski w Kolarstwie Szosowym w Sobótce, gdzie w wyścigu tandemów jako pilotka zawodniczki OKS Warmia i Mazury Anny Dudzikowskiej zdobyłaś z nią dwa brązowe medale, za jazdę na czas i ze startu wspólnego. Czy w tym roku również planujesz start w Mistrzostwach Polski i celujesz w medal?

Póki co nic mi na ten temat nie wiadomo. Jestem tylko pilotką i startuje w takich imprezach jak jest taka potrzeba. Być może wystartuję z tą samą zawodniczką, być może z inną, a może nawet w ogóle nie będę potrzebna. W czerwcu odbędą się Szosowe Mistrzostwa Polski i myślę, że jeśli moja pomoc będzie faktycznie potrzebna, to wkrótce się o tym dowiem. Na pewno nie odmówię. Co do medali, to cel każdego zawodnika, który stanie na linii startu. Dla niektórych realny, dla innych nieco mniej. W każdym razie jeśli wystartuję, na pewno obiorę sobie medal za cel.

8. Kontynuując temat kolarstwa na najwyższym poziomie, zapytam Ciebie jako znawcę tej dyscypliny. Jak oceniasz szansę na medale w Igrzyskach Olimpijskich w sierpniu w Rio de Janeiro polskich kolarzy, zarówno szosowych – wśród tych, którzy mają największe szanse eksperci wskazują Michała Kwiatkowskiego oraz twoje imienniczki – Katarzynę Pawłowską i Katarzynę Niewiadomą oraz kolarkę górską Maję Włoszczowską?

Kolarstwo zarówno szosowe jak i górskie w Polsce poszło na prawdę do przodu. Jako kraj mamy coraz więcej zawodników, którzy odnoszą sukcesy na arenie międzynarodowej. Szanse na medal są zawsze i opierając się w obecnej chwili na formie wymienionych zawodników jestem pewna, że będą o nie walczyć i jest to wysoce prawdopodobne. Ale w tym sporcie przygotowanie fizyczne i psychiczne to nie wszystko. Potrzeba trochę szczęścia, pracy zespołowej w przypadku kolarstwa szosowego i trzeba trafić w swój dzień. Na zdobywanie medali składa się zatem kilka czynników i muszą one zadziałać jednocześnie. Na pewno szanse i nadzieje są, pozostaje nam trzymać za nich kciuki.

9. Ostatnie pytanie, co chciała byś przekazać kibicom także z Gostynina, którzy ściskają za Ciebie kciuki podczas twoich startów a niekiedy – jak na Gostynin Bike Tour czy wyścigach Mazovia MTB w Płocku aktywnie kibicują? Także komu chciałabyś podziękować za dotychczas okazaną pomoc w rozwoju kariery?

Mogę jedynie podziękować. Prowadząc swój blog spotykam się z wieloma komentarzami życzliwych mi osób, którzy mnie wspierają i kibicują. To dla mnie kolejna motywacja. Natomiast tym, którzy bezpośrednio kibicują na trasach nie tylko mnie, ale również innych zawodników, znajomych czy nawet nie znajomych mogę napisać jedno: róbcie tak dalej i krzyczcie głośniej! Nawet nie wiecie jakie to fajne uczucie być niesionym okrzykami dopingujących kibiców. Daje to niesamowitego „kopa”. Co do pomocy, którą otrzymałam do tej pory, mogłabym wymieniać i wymieniać. Jest wiele osób, od których otrzymałam i otrzymuje nadal pomoc jeśli tylko jej potrzebuje, dlatego ograniczę się do najprostszych słów: DZIĘKUJĘ !

 

autor/źródło: Piotr Mrówka / foto: ralf
Tematy: kasia pakulska

Podobało Ci się? Udostępnij!

Napisz komentarz

Dodaj ogłoszenie